Mój patent na foto transporter za ułamek ceny

Masz dość dźwigania sprzętu w torbach na sesjach plenerowych? Oto mój patent na pancerny transporter za ułamek ceny. Każdy fotograf plenerowy zna ten ból. Dosłownie. Setki metrów, a czasem kilometry pokonywane z ciężarem, który z każdą minutą wydaje się podwajać swoją wagę.

Aparaty, obiektywy, lampy błyskowe, modyfikatory, statywy i cholernie ciężkie sandbagi do stabilizacji. Przez lata testowałem różne rozwiązania – od toreb naramiennych, przez wielkie torby sportowe, aż po dedykowane walizki foto na kółkach. Wszystkie te rozwiązania miały jedną wspólną cechę: w terenie po prostu klękały. Aż w końcu znalazłem rozwiązanie idealne. Na dziale budowlanym.

Oto historia o tym, jak przestałem nienawidzić logistyki na sesjach plenerowych, zaoszczędziłem parę tysięcy złotych i zyskałem święty spokój.

Dlaczego systemy „foto” zawodzą w terenie?

Kiedy po latach noszenia wszystkiego na ramionach i plecach uznałem, że czas na kółka, zacząłem przeglądać ofertę marek fotograficznych. Ceny profesjonalnych, sztywnych walizek na kołach potrafią zwalić z nóg (od 1500 do nawet 3000 zł). Ale to nie cena była najgorsza.

Projektanci toreb fotograficznych żyją w idealnym świecie gładkich lotnisk, asfaltowych chodników i studyjnych cykloram. Wyposażają te luksusowe walizki w małe kółeczka, które na pierwszym lepszym piachu, leśnych korzeniach, błocie czy trawie zamieniają się w pług. Zamiast toczyć sprzęt, musisz go ciągnąć siłą mięśni. Bezsensu.

Mój patent – prosty zestaw Keter Roc Pro Gear 2.0 (i dlaczego to działa)

Zamiast zostawiać fortunę w sklepie fotograficznym, poszedłem do „marketu budowlanego” – tego online. Mój wybór padł na system Keter Roc Pro Gear 2.0. Za zestaw składający się z dwóch głębokich kufrów, jednej płaskiej walizki i odłączanego wózka zapłaciłem zaledwie 499 zł.

Co zyskałem w tej cenie? Wózek z potężnymi, 10-calowymi, terenowymi kołami. Ten zestaw nie jedzie po terenie – on po nim płynie. Błoto, piach, trawa czy wysokie schody w mieście nie stanowią dla niego żadnego wyzwania. Pancerne tworzywo chroni zawartość przed uderzeniami i wilgocią nie gorzej niż legendarne skrzynie Peli.

Keter Roc Pro Gear 2.0

Jak to wszystko pakuję?

Moje sesje opieram na mobilnym świetle (używam zestawu 4 lamp reporterskich). Do jednej, głównej skrzyni bez problemu mieszczę:

  • 2 złożone softboxy,
  • modyfikatory i akcesoria,
  • lampy błyskowe,
  • mój regularny plecak fotograficzny z body i obiektywami.

A co ze statywami? To jedyna rzecz, która nie wchodzi do środka ze względu na swoją długość. Ale i na to jest prosty sposób: kładę je na wierzch skrzynki i przypinam jedną elastyczną linką (tzw. bungy) do rączki wózka. Całość siedzi sztywno i stabilnie.

Ukryte supermoce „budowlanego” wózka na planie

Ten zestaw całkowicie zmienił mój komfort pracy na planie, oferując funkcje, o których projektanci toreb foto nawet nie pomyśleli:

  • Modułowość: Idę na szybką sesję z jedną lampą? Odpinam dolny kufer, biorę samą walizkę. Szykuję duży projekt? Zapinam wszystkie trzy piętra. Jadę na sesję z jedną, dwiema lub trzema skrzynkami w zależności od potrzeb.
  • Wózek jako asystent (kotwica): Każdy, kto pracował z softboxem na wietrze, wie, że to gigantyczny żagiel. Konstrukcja mojego wózka pozwala na wykorzystanie go jako bazy dociążającej. Przypinam statyw oświetleniowy do rączki wózka, a jeśli potrzebuję ekstra stabilizacji, biorę plecak na plecy, a do wolnej skrzynki wrzucam 2-3 sandbagi. Statyw stoi jak wryty, a ja nie muszę się martwić, że wiatr przewróci sprzęt za kilka tysięcy.
  • Mobilne krzesło lub podest: Skrzynki narzędziowe mają potężny udźwig (wytrzymują nacisk ponad 100 kg). Na plenerze pokrywa skrzyni służy mi jako idealne miejsce do odpoczynku dla modelki w trakcie przerwy albo jako podest dla mnie, kiedy potrzebuję strzelić kadr z wyższej perspektywy.

Czy warto?

Dzięki temu rozwiązaniu całkowicie zrezygnowałem z wielkiej, niewygodnej torby sportowej, która wcześniej służyła mi za transport „drobnicy”.

Za niespełna 500 zł dostałem system, który jest tani, nieprawdopodobnie pakowny, uniwersalny i ultra-mobilny. Przejście 1-2 kilometrów leśną drogą czy miejskim brukiem między punktami na sesji przestało być katorgą, a stało się czystym spacerem.

Jeśli Twój kręgosłup ma już dość bycia „wielbłądem” na sesjach plenerowych – porzuć uprzedzenia i zajrzyj na dział budowlany. Wasze plecy (i portfele) Wam za to podziękują.